Rollin’ blues show na zielonej wyspie Gdańska

Ewa Ściubeł i Piotr Olejarczyk

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W KWARTALNIKU ,,TWÓJ BLUES”

Melancholijny, rzewny, monotonny blues? Na pewno nie na koncertach. Tak przynajmniej twierdzi Edmund ,,Ed Blues” Sumisławski, 60-letni gdańszczanin, który z niczego stworzył oryginalną imprezę, a teraz marzy mu się jeszcze więcej.

Sztuka to wszystko to, bez czego może obejść się człowiek. Dlatego festiwal bluesowy w Gdańsku nie jest konieczny. Ale jest cholernie potrzebny- w tym dość filozoficznym tonie wypowiada się Jan Babiński, lider zespołu Rooftop Party, który w sierpniu zagrał, jak sam mówi, na zupełnie wyjątkowej imprezie w Gdańsku.
Koncercie, którego wcześniej gród nad Motławą nie widział. -Zagraliśmy w dwóch miejscach: wstępem był kameralny koncert unplugged na działkach, a później przenieśliśmy się na dużą scenę w centralnym punkcie Oruni, jednej z dzielnic miasta. Publiczność bawiła się doskonale, ludzie tańczyli, śpiewali, a szaleństwo udzieliło się nawet pasażerom przejeżdżającym nieopodal pociągów- opowiada sprawca całego zamieszania, Ed Blues, organizator letniego koncertu.
Jego zdaniem, absolutnie wyjątkowym było to, że nie była to impreza tylko dla koneserów i słuchaczy bluesa- Chcę, aby ludzie zobaczyli, że blues niesie za sobą pozytywne emocje, że jest to muzyka, przy której można się doskonale bawić- dodaje Ed, który odkąd usłyszał pierwszą radiową audycję Marii Jurkowskiej, propagującą bluesa, zakochał się w tej muzyce bez pamięci. Ta miłość trwa już od 50 lat.
W 2013 roku przypadają ważne dla fanów tej muzyki jubileusze: 50- lecie bluesa w Polsce i 50-lecie kultowego zespołu Rolling Stones. Szlagiery właśnie tego ostatniego zespołu rozkręciły sierpniową fetę.
Sukces ostatniego koncertu był dla Eda czytelnym sygnałem: ludzie chcą słuchać dobrej muzyki, warto robić takie imprezy. A nawet większe. Ed ma teraz jeden cel: za rok zaprosić już nie jeden zespół, a przynajmniej kilka. Różnych narodowości, różnych stylów, od afrykańskich bębniarzy po amerykańskich bluesmenów.
Zamiar nad wyraz ambitny, ale już w tej chwili swój udział w przyszłorocznym festiwalu deklarują pierwsze zespoły. Za wcześnie jednak na podawanie line-upu, obecnie trwają negocjacje.
Marcinowi Wądłowskiemu, liderowi zespołu Moongang bardzo podoba się idea bluesowego festiwalu. -Chętnie zagralibyśmy na takiej imprezie, czekamy na końcowe ustalenia. W Gdańsku nie ma wielu podobnych wydarzeń. Jak sprawić, by ta impreza była udana? Myślę, że jest to kwestia doboru odpowiednich zespołów i stworzenia niepowtarzalnej atmosfery.
Muzycy Moongang’u sami o sobie mówią, że czerpią inspiracje z wielu gatunków, takich jak soul, blues, jazz czy funky.
Dla Eda to istotne, bo sam dostrzega różnorodność w bluesie. Wśród przyszłorocznych brzmień widziałby chociażby akordeon i skrzypce, charakterystyczne dla muzyki cajun.
Pomysłowi Eda Bluesa przyklaskuje również Andrzej Rdułtowski, znany pod muzycznym pseudonimem ,,Dr Hackenbush”. -Popieram taką imprezę, na pewno bym na nią przyjechał jako widz. Chciałbym tam zobaczyć coś nowego, coś co mnie zaskoczy. Bo bluesa nie można szufladkować.